-Zarówno Lee jak i te bachory wyszli z domu- poinformował mnie Hyuuga gdy tylko zakończył oględziny.
-Świetnie. To nasza pierwsza misja, w dodatku rangi D, a my już zdążyliśmy ją spaprać- zaczęłam jęczeć.
-Mów za siebie. To ty zgubiłaś dzieci. Ja nie mam z tym nic wspólnego.
-Ale to ty nie wiedziałeś jak nakarmić niemowlaka!
Brązowowłosy odwrócił wzrok i wyjrzał przez okno.
-Teraz jestem pewny- zaczął już spokojniej- Na pewno są gdzieś w wiosce bo brama jest otwarta.
Podbiegłam do niego by również móc wyjrzeć przez okno. Przez chwilę wpatrywaliśmy się w otwartą bramę czekając na jakiś cud...Potem odwróciłam się w stronę Nejiego by zapytać co teraz robimy jednak nasze twarze znalazły się w odległości zaledwie kilku centymetrów od siebie. Zapomniałam o wszystkim...Na tę krótką chwilę i zaczęłam się w niego wpatrywać. Przez pewien czas on robił to samo i nie odwrócił wzroku jednak w końcu się odwrócił i prychnął. Przywołało mnie to do rzeczywistości.
-Lepiej się pospiesz. Jeżeli pani Saito wróci i nie zastanie w domu dzieci może się zdenerwować- dodał ironicznie.
-Wiem, wiem. W takim razie zostań z Rei, a ja ich poszukam-nie czekając na odpowiedź wybiegłam szybko z domu.
Nie miałam pojęcia gdzie może być Lee wraz z dziećmi. Nie było nawet powiedziane, że byli razem. Nie wiadomo co się wydarzyło. W każdym razie miałam szczerą nadzieję, że Lee się nimi opiekuje. Musiałam od czegoś zacząć. Postanowiłam więc odwiedzić wszystkie ulubione miejsca Lee. Nie znałam ich dużo...Właściwie to do głowy przyszedł mi tylko plac do ćwiczeń. Po drodze przechodziłam obok placu zabaw. Zatrzymałam się na chwilę by przyjrzeć się dzieciom huśtającym się na huśtawkach oraz zjeżdżających na zjeżdżalni. Uśmiechnęłam się lekko przypominając sobie siebie robiącą dokładnie to samo.
-Przepraszam, jak się nazywasz?
Za ramie złapał mnie wysoki mężczyzna w czerwonym kimonie. Odruchowo odskoczyłam do tyłu.
-Shuu Tenten- odparłam niepewnie.
-Rozumiem. A twoi rodzice?-dopytywał. Na jego twarzy nie było żadnego uśmiechu ani widocznego zdenerwowania stąd też nie rosło moje zaufanie względem niego. Był podejrzany, to pewne.
-Po co panu takie informacje?
Po moim pytaniu na twarzy mężczyzny pojawił się lekki uśmiech.
-Racja, nie powinienem był się o to pytać. Miło było cię poznać Tenten-chan- nieznajomy odwrócił się i odszedł ignorując moje pytania kim jest. Wpatrywałam się w jego plecy aż uświadomiłam sobie, że przecież mam zadanie. Ruszyłam więc w kierunku Akademii.
Nie musiałam iść aż na plac ćwiczebny bo zguby przesiadywały w niewielkiej restauracji z ramen. Z jednej strony odczuwałam ulgę jednak z drugiej miałam wielką ochotę sprać Lee po gębie.
-O, Tenten!- zawołał gdy mnie zobaczył. Przez chwilę stałam w miejscu i liczyłam do dziesięciu by nie wybuchnąć i ich wszystkich nie pozabijać. Gdy już się opanowałam podeszłam do nich z uśmiechem na twarzy. Być może trochę przesadzonym bo Lee zapytał czy coś mnie boli.
-Znalazłam was- powiedziałam przesadnie słodko do dzieci i chwyciłam je mocno za ręce- Wracacie ze mną do domu- dodałam sztucznie ciepłym tonem.
-Znalazłaś? Powiedzieli, że ty i Neji kazaliście mi zabrać ich do restauracji.
-Naprawdę?- spojrzałam morderczym wzrokiem na te małe potwory. Widząc przerażenie malujące się na ich twarzach czułam satysfakcję i zadowolenie...Czy to źle?
Wróciliśmy do domu gdzie Neji bawił się grzechotką z małą Rei. Widok ten był tak słodki, że postanowiliśmy im nie przerywać zabawy i po cichu udać się na górę. W naszym planie był jeden słaby punkt...To był Neji, a Nejiego nie dało się oszukać. W przeciwieństwie do mnie nie potrafił tak dobrze ukrywać zdenerwowania i od razu udzielił Lee bardzo długiej i głośnej reprymendy. Niedługo potem wróciła pani Saito i podziękowała nam za opiekę nad jej "skarbami".
Byłam zadowolona gdyż to właśnie ja uratowałam dobre imię naszej drużyny. Prawdopodobnie Lee wróciłby na czas, ale nie ma co do tego pewności więc mam prawo uważać się za bohaterkę!
Udaliśmy się razem na most czyli wyznaczone miejsce spotkania z Gaiem. Pojawił się jak zwykle znikąd i pogratulował nam ukończenia pierwszej misji. Jednak to nie było wszystko.
-Chciałbym wam przedstawić pewnego mężczyznę, który pochodzi z dalekiego kraju. Wiąże się z nim nasza kolejna misja. Wziąłem sobie do serca wasze zastrzeżenia co do mało ciekawych misji i postarałem się o coś naprawdę niebezpiecznego!
Zarówno ja i Lee jak i Neji wpatrywaliśmy się w naszego senseia z niesamowitym skupieniem nieosiągalnym nawet przy najtrudniejszym sprawdzianie w Akademii. Czekaliśmy w ciszy na to co nam powie.
-Człowiek ten poszukuje pewnej osoby, a my mamy mu pomóc ją odnaleźć i strzec w czasie podróży do rodzinnego kraju.
-Zapowiada się ciekawie!- odezwał się w końcu Lee- Ta osoba to jakaś ważna szycha, prawda? Może król albo lord feudalny.
-Wątpię- ostudził jego zapał brązowowłosy- Gdyby tak było to jego ochrona zostałaby zlecona lepszym shinobi niż początkujący genini.
Neji miał rację. W takim razie kim był ten mężczyzna?
-Z owym panem mamy się spotkać jutro przy wyjściu z wioski. Punktualnie o ósmej wyruszamy. Nie spóźnijcie się- gdy Gai skończył to mówić zniknął. Pożegnałam się z Lee i ruszyłam w kierunku domu dosyć wolnym krokiem by Neji mógł mnie dogonić. Skoro byliśmy w tej samej drużynie to chyba normalnym jest, że wracamy razem, prawda? Nie zależy mi w jakiś szczególny sposób na jego towarzystwie, ale głupio bym się czuła idąc pięć metrów przed nim. Jego osoba bardzo mnie onieśmielała dlatego podejście do niego i zagadanie również nie wchodziło w grę. Dlatego pozostało mi jedynie liczyć na to, że przyspieszy i to on podejdzie do mnie. Tak się nie stało i całą drogę do domu spędziłam na tym irytującym i dziwacznym "oczekiwaniu".
*********
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam ;c Eh...
W każdym razie oddaję w Wasze ręce rozdział czwarty. Jest niestety krótki, myślałam, że wyjdzie dłuższy...xD bardzo chciałam wreszcie coś dodać więc macie ;) Nie bijcie xD
-Świetnie. To nasza pierwsza misja, w dodatku rangi D, a my już zdążyliśmy ją spaprać- zaczęłam jęczeć.
-Mów za siebie. To ty zgubiłaś dzieci. Ja nie mam z tym nic wspólnego.
-Ale to ty nie wiedziałeś jak nakarmić niemowlaka!
Brązowowłosy odwrócił wzrok i wyjrzał przez okno.
-Teraz jestem pewny- zaczął już spokojniej- Na pewno są gdzieś w wiosce bo brama jest otwarta.
Podbiegłam do niego by również móc wyjrzeć przez okno. Przez chwilę wpatrywaliśmy się w otwartą bramę czekając na jakiś cud...Potem odwróciłam się w stronę Nejiego by zapytać co teraz robimy jednak nasze twarze znalazły się w odległości zaledwie kilku centymetrów od siebie. Zapomniałam o wszystkim...Na tę krótką chwilę i zaczęłam się w niego wpatrywać. Przez pewien czas on robił to samo i nie odwrócił wzroku jednak w końcu się odwrócił i prychnął. Przywołało mnie to do rzeczywistości.
-Lepiej się pospiesz. Jeżeli pani Saito wróci i nie zastanie w domu dzieci może się zdenerwować- dodał ironicznie.
-Wiem, wiem. W takim razie zostań z Rei, a ja ich poszukam-nie czekając na odpowiedź wybiegłam szybko z domu.
Nie miałam pojęcia gdzie może być Lee wraz z dziećmi. Nie było nawet powiedziane, że byli razem. Nie wiadomo co się wydarzyło. W każdym razie miałam szczerą nadzieję, że Lee się nimi opiekuje. Musiałam od czegoś zacząć. Postanowiłam więc odwiedzić wszystkie ulubione miejsca Lee. Nie znałam ich dużo...Właściwie to do głowy przyszedł mi tylko plac do ćwiczeń. Po drodze przechodziłam obok placu zabaw. Zatrzymałam się na chwilę by przyjrzeć się dzieciom huśtającym się na huśtawkach oraz zjeżdżających na zjeżdżalni. Uśmiechnęłam się lekko przypominając sobie siebie robiącą dokładnie to samo.
-Przepraszam, jak się nazywasz?
Za ramie złapał mnie wysoki mężczyzna w czerwonym kimonie. Odruchowo odskoczyłam do tyłu.
-Shuu Tenten- odparłam niepewnie.
-Rozumiem. A twoi rodzice?-dopytywał. Na jego twarzy nie było żadnego uśmiechu ani widocznego zdenerwowania stąd też nie rosło moje zaufanie względem niego. Był podejrzany, to pewne.
-Po co panu takie informacje?
Po moim pytaniu na twarzy mężczyzny pojawił się lekki uśmiech.
-Racja, nie powinienem był się o to pytać. Miło było cię poznać Tenten-chan- nieznajomy odwrócił się i odszedł ignorując moje pytania kim jest. Wpatrywałam się w jego plecy aż uświadomiłam sobie, że przecież mam zadanie. Ruszyłam więc w kierunku Akademii.
Nie musiałam iść aż na plac ćwiczebny bo zguby przesiadywały w niewielkiej restauracji z ramen. Z jednej strony odczuwałam ulgę jednak z drugiej miałam wielką ochotę sprać Lee po gębie.
-O, Tenten!- zawołał gdy mnie zobaczył. Przez chwilę stałam w miejscu i liczyłam do dziesięciu by nie wybuchnąć i ich wszystkich nie pozabijać. Gdy już się opanowałam podeszłam do nich z uśmiechem na twarzy. Być może trochę przesadzonym bo Lee zapytał czy coś mnie boli.
-Znalazłam was- powiedziałam przesadnie słodko do dzieci i chwyciłam je mocno za ręce- Wracacie ze mną do domu- dodałam sztucznie ciepłym tonem.
-Znalazłaś? Powiedzieli, że ty i Neji kazaliście mi zabrać ich do restauracji.
-Naprawdę?- spojrzałam morderczym wzrokiem na te małe potwory. Widząc przerażenie malujące się na ich twarzach czułam satysfakcję i zadowolenie...Czy to źle?
Wróciliśmy do domu gdzie Neji bawił się grzechotką z małą Rei. Widok ten był tak słodki, że postanowiliśmy im nie przerywać zabawy i po cichu udać się na górę. W naszym planie był jeden słaby punkt...To był Neji, a Nejiego nie dało się oszukać. W przeciwieństwie do mnie nie potrafił tak dobrze ukrywać zdenerwowania i od razu udzielił Lee bardzo długiej i głośnej reprymendy. Niedługo potem wróciła pani Saito i podziękowała nam za opiekę nad jej "skarbami".
Byłam zadowolona gdyż to właśnie ja uratowałam dobre imię naszej drużyny. Prawdopodobnie Lee wróciłby na czas, ale nie ma co do tego pewności więc mam prawo uważać się za bohaterkę!
Udaliśmy się razem na most czyli wyznaczone miejsce spotkania z Gaiem. Pojawił się jak zwykle znikąd i pogratulował nam ukończenia pierwszej misji. Jednak to nie było wszystko.
-Chciałbym wam przedstawić pewnego mężczyznę, który pochodzi z dalekiego kraju. Wiąże się z nim nasza kolejna misja. Wziąłem sobie do serca wasze zastrzeżenia co do mało ciekawych misji i postarałem się o coś naprawdę niebezpiecznego!
Zarówno ja i Lee jak i Neji wpatrywaliśmy się w naszego senseia z niesamowitym skupieniem nieosiągalnym nawet przy najtrudniejszym sprawdzianie w Akademii. Czekaliśmy w ciszy na to co nam powie.
-Człowiek ten poszukuje pewnej osoby, a my mamy mu pomóc ją odnaleźć i strzec w czasie podróży do rodzinnego kraju.
-Zapowiada się ciekawie!- odezwał się w końcu Lee- Ta osoba to jakaś ważna szycha, prawda? Może król albo lord feudalny.
-Wątpię- ostudził jego zapał brązowowłosy- Gdyby tak było to jego ochrona zostałaby zlecona lepszym shinobi niż początkujący genini.
Neji miał rację. W takim razie kim był ten mężczyzna?
-Z owym panem mamy się spotkać jutro przy wyjściu z wioski. Punktualnie o ósmej wyruszamy. Nie spóźnijcie się- gdy Gai skończył to mówić zniknął. Pożegnałam się z Lee i ruszyłam w kierunku domu dosyć wolnym krokiem by Neji mógł mnie dogonić. Skoro byliśmy w tej samej drużynie to chyba normalnym jest, że wracamy razem, prawda? Nie zależy mi w jakiś szczególny sposób na jego towarzystwie, ale głupio bym się czuła idąc pięć metrów przed nim. Jego osoba bardzo mnie onieśmielała dlatego podejście do niego i zagadanie również nie wchodziło w grę. Dlatego pozostało mi jedynie liczyć na to, że przyspieszy i to on podejdzie do mnie. Tak się nie stało i całą drogę do domu spędziłam na tym irytującym i dziwacznym "oczekiwaniu".
*********
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam ;c Eh...
W każdym razie oddaję w Wasze ręce rozdział czwarty. Jest niestety krótki, myślałam, że wyjdzie dłuższy...xD bardzo chciałam wreszcie coś dodać więc macie ;) Nie bijcie xD
TAAAAK! A JA JUŻ STRACIŁAM NADZIEJE NA ROZDZIAŁ! T-T biorę sie za czytanie!
OdpowiedzUsuńO nie nie, co to za facet? :o ej no ;-;
OdpowiedzUsuńWgl Neji z dzieckiem taki słodki *.* omnomnomn <3
A wlasnie, polecam opublikować to na fanfiction bo znajdzie sie wiecej czytelników ;)0
Mhmm..Wezmę sobie Twoją radę do serca :D Znajdę trochę czasu i zrobię z tym wszystkim porządek ;)
Usuń